09 stycznia 2017

Rozdział 7

Dziś nasz drogi Sevik ma urodziny! Chciałam wcześniej dodać notkę, ale akurat wczoraj dopiero co skończyłam poprawki nakładać i dziś dodaje poprawiony już rozdział. Miłego czytania!



- Tak Severusie. - Minerwa podniosła się zza biurka i podeszła do okna, gdzie miała wgląd na Zakazany Las. - Podejrzewam, że właśnie Belatrix mogła posiąść dusze Voldemorta. Nie ma on zbyt wielu mocy by coś zrobił, ale będąc w jej ciele może żyć tak długo jak tylko znajdzie sposób znów na odrodzenie siebie. 
- Tyle na ile mu pozwolimy - odezwał się Albus. 
- Lecz jest jeszcze coś.. Ten nasz "przyjaciel" nie odda tak po prostu eliksiru - stwierdził niż zapytał Mistrz Eliksirów. 
- Tak i tu powstaje kolejny problem - odwróciła się od okna Minerwa spoglądając na ducha Albusa, któremu na pewno jakby teraz żył zaświecilyby się oczy znajomym blaskiem.
- Sam wiesz jaki on ma charakter i jego przysposobienie do życia jest dziwne. - złączył palce Dumbledore w jego charakterystycznym geście. 
- Kogoś mi to przypomina. - mruknął Snape i uniósł kpiarsko brwi. 
Dumbledore ciągnął dalej swój wywód nie zważając na minę i przytyki Mistrza Eliksirów.
- Nie możesz się sam wybrać do niego..
- Jeszcze chcecie kogoś narażać?! - uderzył pięścią w biurko Severus. - Teraz jak wiemy, że Czarny Pan stara się znów odbudować swoje siły, chcecie narażać jeszcze kogoś?
- To nie jest narażanie, Severusie, nic wam się nie stanie, ale musisz wybrać jedną uczennicą, która pomoże ci w tym zadaniu. - oczy byłego dyrektora uważnie wpatrywały się w młodszego mężczyznę.
-Uczennice? Dlaczego uczennicę. - żyłka niebezpiecznie pulsowała na skroni Snape'a.
Zdawał sobie dobrze sprawę jak dzisiejsza młodzież była rozkapryszona i nie nadawała się na żadne poważniejsze misje. Pracował przez 17 lat z młodzieżą i z roku na rok widział, że tu nie ma możliwości znaleźć kogoś odpowiedzialnego. 
- Arnold nie ufa samotnym ludziom, a bardziej... - wzruszył ramionami były dyrektor. 
Severus jakby mógł przewróciłby oczami, ale w jego wypadku nie pozwoliłby sobie na taki gest, więc tylko zwęził niebezpiecznie brwi, jak mógł zapomnieć o tym jaki jest Arcana. 
- Miałbym przed tym staruchem udawać zakochanego idiotę!? - krzyknął łapiąc się za nasadę nosa po chwili. To było za wiele jak na jego nerwy dzisiejszego wieczoru. 
- Severusie.. - McGonagall podeszła do biurka.
- Chyba postradaliście rozum!
- Dlatego masz jakiś czas, aby wybrać odpowiednią kandydatkę do tego zadania.
- Odpowiednią kandydatkę - prychnął. - Nie może ktoś inny iść na tą "przecudowną" misję?
- Znasz Arnolda Arcanę, więc najlepszym czarodziejem do tej misji jest nie kto inny jak ty, Severusie. - spojrzał na niego zza swoim okularów połówek i uśmiechnął się delikatnie. 
Snape przyglądał się swoim kolegom z mordem w oczach, ale dobrze wiedział, że mógłby przeklinać, rzucać nawet Avadami, ale to i tak nic nie zmieni, bo wszystko już było postanowione. Podniósł się z fotela i szybkim krokiem wyszedł z gabinetu warknąwszy dobranoc i trzaskając za sobą drzwiami. Ruszył od razu do swoich komnat i odebrał po drodze około 80 punktów uczniom, którzy wpadli na niego na korytarzu. Pierwsze co kiedy tylko znalazł się w swoim azylu sięgnął do barku po Ognistą Whisky. Nalał pół szklaneczki by zaraz wypić całą zawartość. Miał nadzieję, że ominą go już jakiekolwiek głupie misje, przez całe swoje życie grał szpiega i przeszedł wiele niż nie jeden czarodziej. Już wolał znów dostać kilka Cruciatusów od Czarnego Pana niż iść na misję, gdzie musi grać zakochanego faceta i to jeszcze w swojej uczennicy. Usiadł po chwili na sofie przed kominkiem i nalał jeszcze jedną szklaneczkę bursztynowego płynu tyle, że delektował się teraz jego smakiem rozmyślając nad tym co dzisiejszego wieczoru usłyszał w gabinecie dyrektorki. Kiedy doszedł do niego jakiś dźwięk z pracowni, przypomniał sobie, że znajduje się w niej O'Conell. Odłożył szklankę na stolik i skierował swoje kroki do laboratorium. Otworzył cicho drzwi i miał zamiar już wrzeszczeć na dziewczynę. Miała nie używać różdżki przy myciu kociołków, a teraz stała odwrócona do niego tyłem, a przed nią wszystkie kociołki ustawione w linii prostej i przy każdym znajdowała się szczotka, która myła dokładnie kociołek. Severus przyglądał się uważnie gryfonce i dopiero teraz zauważył, że ona wcale nie miała w dłoni różdżki. Dopiero po chwili Milagros machnęła dłonią w stronę pomieszczenia obok, z którego wyleciało wiadro z wodą i opłukiwało wszystkie kociołki. Zaimponowała mu, bo w tym wieku opanować magię bezróżdżkową jest niebywale wyczynem. On sam ledwo mając 18 lat opanował ją bardzo dobrze. Obserwował ją przez kilka minut jak skupiała się na swoich czynnościach, a przy tym nucąc sobie jakąś piosenkę pod nosem. Dopiero po chwili dalej nie wiedząc, że w pomieszczeniu nie znajduję się tylko ona zaczęła śpiewać głośniej. 
- I need love, love to ease my mind. I need to find, find someone to call mine. 
Snape od razu zauważył, że miała ładny głos, wyrazisty i taki ciepły. Choć śpiewała cicho musiał przyznać, że potrafiła oczarować taką barwą głosu. Musiał przyznać, że O'Conell musiała dobrze się tutaj czuć skoro nawet na szlabanie potrafiła dobrze się bawić. Większość uczniów będąc u niego za karę albo płacze pod czas szlabanu, albo tak się trzęsą, że wielokrotnie musiał ich odsyłać do skrzydła szpitalnego, bo mdleli z wrażenia tylu godzin sam na sam z Postrachem Hogwartu. 
- She said love don't come easy. It's a game of give and take. 
Znów machnęła dłonią i wleciało ponownie wiadro z wodą płucząc kociołki. Kiedy był już odpowiednio czysty odstawiała go pod ścianę, aby nie pomieszał się z brudnymi. 
- No love, love don't come easy. But I keep on waiting. Anticipating for that soft voice. To talk to me at night. For some tender arms to hold me tight. I keep waiting.. - zaczęła się odwracać, kiedy stanęła twarzą w twarz z Mistrzem Eliksirów szepnęła na koniec. - I keep waiting. 
- Cudowna piosenka, panno O'Conell - jedwabistym głosem odezwał się i ruszył w jej stronę. 
- Ulubiona pisenka mojej mamy. 
Spojrzał na nią uważnie i miał całkiem co innego do powiedzenia, ale tym zbiła go całkowicie z tropu. Była utalentowana, oklumencja i legilimencja opanowana na pewno, bo sam chciał jej wedrzeć się do umysłu, a zablokowała go bez żadnego problemu. Miała dryg do eliksirów co pokazała na pierwszych zajęciach, a teraz dowiaduje się, że potrafi używać magię bezródżkową. Rzadko można spotkać tak zdolne czarownice w tak młodym wieku. 
- Magia bezróżdżkowa..
Spojrzała na profesora uważnie i chciała coś powiedzieć, ale tylko uśmiechnęła się delikatnie i wzruszyła ramionami. Severus uniósł brew widząc, że nawet nie bała się jego osoby, gdzie większość uczniów nie umiała swobodnie stać przy nim jak ona. Może to działo się przez to, że nie znała go, nie wiedziała czym się zajmował przez większość swojego życia. 
- Tata nauczył mnie tej magii. 
- Mało kto to potrafi. - Snape machnął dłonią by wszystkie kociołki przelewitowały do schowka. Milagros uniosła brwi i skinęła głową z uznaniem spoglądając zaraz w ciemne oczy mężczyzny. 
- Pan profesor również to umie. 
- Na to wygląda. Następnym razem panno O'Conell, będzie pani myć ręcznie. 
- Dobrze, więcej nie popełnię tego błędu, profesorze. - skinęła głową i kiedy tylko Mistrz Eliksirów wskazał jej dłonią drzwi ruszyła w tym kierunku, a on ruszył za nią. Była taka swobodna, rozluźniona przy Severusie, że nawet on sam nie wiedział, że to działało i na niego.
 Leżąc w pokoju na łóżku Milagros zastanawiała się nad tym jak czuła się będąc w jego pracowni, sądziła, że najlepszym miejscem w całym Hogwacie, które miała możliwość zobaczyć będzie biblioteka jednak kiedy jej nogi przekroczyły próg pracowni Mistrza Eliskirów od razu wiedziała, że znów czuje się jak w domu. Rozmyślała nad swoim profesorem, który był dla niej zagadką, oprócz tego zawsze jak wpatrywała się w jego ciemne oczy jak otchłań, zdawało się jej, że on tylko gra i zakłada swoją maskę na twarz nie pokazując swoich prawdziwych uczuć. Byli bardzo do siebie podobni w tym, kiedy potrzebne to było i Milagros potrafiła grać obojętną i nie pokazywać swoich uczuć. Ale chciała rozgryźć Mistrza Eliksirów, postanowiła to dokonać na własną rękę. 

Pierwszy tydzień minął szybko, nawet Milagros nie miała pojęcia jak to możliwe, że minie on w taki sposób, że nie będzie miała czasu na zastanawianie się dlaczego tu jest i po co. Za klimatyzowanie się tutaj przyszło dość łatwo, choć nie wszystkim pasowało, że pojawiła się nowa uczennica w Hogwarcie. O'Conell pogodziła się z tym, że trafiła do Gryffindoru i nie robiło jej już żadnej różnicy. Nie przeszkadzało jej również to, że w Pokoju Wspólnym musi spotykać pewne osoby, które wolałaby mijać szerokim łukiem. Dlatego jak tylko mogła unikała wszystkich nie potrzebnych ludzi i przesiadywała albo w bibliotece, albo na błoniach, póki nie było jeszcze zimno. Miała również szlaban u Snape'a więc w wolnej chwili spędzała na praktykach czas i na szlabanie w laboratorium. Czasem spędzała czas z jednym gryfonem - Tomem i częściej jednak z jednym ślizgonem. Siedzieli właśnie nad jeziorem. Blondyn leżał obok siedzącej dziewczyny.
- Co robisz w Boże Narodzenie? - zapytał Draco. 
- Malfoy dopiero początek września, a ty mi o grudniu? - spojrzała wymownie na chłopaka.
- Wiesz, chciałem się dowiedzieć czy święta spędzasz w domu czy w Hogwarcie.
Nie odpowiedziała od razu. Nie miała pojęcia dokładnie co zrobi, wiedziała dobrze, że przyjdzie taki czas nad zastanowieniem się co powinna zrobić i gdzie spędzić ten czas, ale na dzień dzisiejszy nie chciała o tym myśleć, miała na to czas. Wiele czasu. 
- Zobaczymy w grudniu. 
Rozpoczęła rozmowę, która i tak się zakończyła przerwała nagle dziewczyna, która podbiegła do dwójki przyjaciół. 
- Jak śmiesz?! - krzyknęła. 
Milagros spojrzała na niż zdziwionym wzrokiem. Poznała ją w pociągu, była to bodajże Parkinson Pansy, ale nie była do końca pewna, bo nie przykładała pamięci do imion i nazwisk niechcianych dla niej znajomości. Pansy była w furii, dyszała ciężko i cała się trzęsła. W oczach można było zobaczyć iskierki mordu. Pewnie gdyby była bazyliszkiem, O'Conell dawno leżała by martwa. 
- Nie rozumiem? - zapytała spokojnie Milagros. 
- Masz czelność mi mówić, że nie rozumiesz? Jak śmiesz pogrywać ze mną! Podrywasz mojego chłopaka! Jędzo!
Czarnowłosa spojrzała na nią jeszcze bardziej z zaskoczenia szerzej otwartymi oczami i nie mogłą wytrzymać z tego wszystkiego i roześmiała się w głos. Uczniowie, którzy znajdowali się na błoniach i słyszeli od początku całą akcję, która rozgrywała się przy jeziorze, przyglądali się owej scenie przez cały czas z zaciekawieniem. 
- Uspokój się Parkinson - warknął Draco. - Nie jestem twoim..
- Zamknij się! - krzyknęła, a jej oczy zaszkliły się mocniej od furii, która w niej rosła. - Dopiero co tu się pojawiłaś, a już każdy chłopak się ślini do ciebie!
- Zazdrościsz? Nie moja wina, że jestem bardziej atrakcyjniejsza niż ty - odburknęła i podniosła się z ziemi kierując się na kładkę przy jeziorze. 
- Draco jest mój! Słyszysz?! - ruszyła w jej kierunku Pansy. 
Milagros zatrzymała się na samym końcu kładki i wpatrywała się w nią wielkimi oczami z irytacją.
- Mnie i Dracona nic nie łączy, prócz przyjaźni dziewczyno.. Najpierw dowiedz się jakie są między nami stosunki, a dopiero potem prowokuj mnie. 
Parkinson zacisnęła ręce w pięści, aż pobielały jej knykcie. 
- Kłamiesz zdziro! - pchnęła gryfonkę lekko. 
Milagros roześmiała się lecz po chwili z poważniała i przybliżyła się do Pansy, że prawie ich nosy stykały się ze sobą. Draco obserwował tę scenę z delikatnym lękiem. Nie wiedział do czego jest zdolna Parkinson, ale wiedział do czego O'Conell. Jeśli się wkurzy na całego potrafiła rozpętać burzę wokół siebie. Nie z postrzegł, że nagle koło niego pojawił się profesor Snape wpatrując się w dwie dziewczyny na kładce poważnym wzrokiem. 
- Parkinson tknij mnie jeszcze raz, a nie ręczę za siebie - warknęła czarownica.
- To odczep się od mojego chłopaka!
- Przecież ja go nie trzymam! Weź go sobie, tylko nie wiem czy on będzie chciał taką dziewczynę.. - prychnęła i odwróciła się do niej tyłem biorąc głęboki wdech wpatrując się w tafle jeziora. 
Ślizgonka nie wytrzymała i odsunęła się od Milagros wyciągając z kieszeni różdżkę. Snape drgnął na ten widok i dopiero wtedy Draco dostrzegł ojca chrzestnego. Zauważył grymas niezadowolenia na twarzy Mistrza Eliksirów. Od razu pomyślał, że jego opiekun nie uznawał takich pojedynków, a tym bardziej atakując kogoś kto stroi tyłem i jest bezbronny nie trzymając różdżki w dłoni. 
- O'Conell ja tego tak nie zostawię! Walcz, wygram i odczepisz się od nas raz na zawsze! - ręce drżały z nerwów kiedy wypowiadała słowa dziewczyna. 
- Bez walki mogę się odczepić, bo się was nie trzymam. Nie walczę o faceta, z którym mnie nic nie łączy, jesteśmy przyjaciółmi. Nie mam zamiaru się powtarzać, a do twojego pustego łba widocznie to nie dociera. - machnęła dłonią z arogancją wypisaną na jej twarzy. 
Parkinson puściły nerwy i zareagowała dość szybko. Krzyknęła "Drętwota" lecz Milagros odbiła ją machnięciem ręki, wszystko byłoby w porządku gdyby nie poślizgnęła się przy tym i nie wpadła do jeziora. Zaklęcie trafiło oszołomioną ślizgonkę, która upadła zaraz pomiędzy Dracona i Snape'a. Malfoy nie patrząc na koleżankę z jednego domu tylko podbiegł tam gdzie przed chwilą była Milagros i wpatrywał się w wodę nie mogąc dojrzeć nic w niej. Czarnowłosa widziała twarz swojego przyjaciela ale przez chwilę nie wypływała. Zamknęła oczy i zaczęła błądzić myślami dookoła tego jakby było można ze sobą w ten sposób skończyć jak kiedyś próbowała od razu po stracie rodziców. 

Nastała ciemność. Czuła pod nogami piasek, musiała opaść na dno jeziora. Nic nie widziała, ale za to słyszała za sobą szmer jakby coś płynęło w jej kierunku. Odwróciła się machinalnie i wpatrywała się w czerwone oczy, które łypały na nią. Wypuściła powietrze z wrażenia bliskości i wystraszenia i zdziwiła się, że może oddychać pod wodą. Przez moment zastanawiała się czy przed nią nie jest kałamarnica, która powinna znajdować się w tych wodach, o której czytała w "Historii Hogwartu". Z rozmyślań wyrwał ją głos tak dobrze znany.
- Nie pozwolę ci umrzeć, O'Conell. Nie w ten sposób.
Lord Voldemort zbliżył się do niej powolnym krokiem. Wpatrywał się w nią wrednym cynicznym uśmieszkiem. 
- Jesteś mi potrzebna. - zbliżył się o kilka kroków do niej. 
Milagros nawet nie drgnęła stała w tej samej pozycji co wcześniej patrząc na Czarnego Pana, który nie krył rozbawienia jej postawą. 
- Jesteś czarująca moje dziecko. Taka odważna, a zarazem taka krucha. Tak inteligentna, jak i również głupia. 
- Czego chcesz?! - warknęła jadowicie jak tylko potrafiła. 
- Chcę abyś żyła. Nic więcej. Na razie twoja śmierć na nic mi się nie przyda. - podszedł do nie łapiąc za łańcuszek, który miała na szyi i pociągnął w swoją stronę by zbliżyła się do niego.
Byli bardzo blisko siebie, dziwiła się, że czuje oddech na swojej skórze skoro byli pod wodą. Spojrzał na jej łańcuszek, który trzymał w swojej dłoni, a potem świdrującym wzrokiem na nią. Uśmiechnął się drapieżnie i wyszeptał. 
- Jesteś mi potrzebna do pewnego planu.
- Nie pomogę ci. - warknęła.
- Pomożesz. - uśmiechnął się tak przenikliwym sztucznym uśmiechem, że Milagros ciężko przełknęła ślinę krzywiąc się na jego wyraz twarzy. - Nawet nie wiesz jak łatwo pomożesz. 
- Nigdy! Nie zmusisz mnie! - odsunęła się od razu gdy ją puścił. 
- Łatwiej ci to przyjdzie niż myślisz. - machnął dłonią, a obok nich pojawił się obraz, w którym zobaczyła swojego dziadka siedzącego na fotelu i czytaącego książkę. Obok niego krzątała się babcia dziewczyny, która coś tłumaczyła mężczyźnie. 
- Nie odważysz się - spojrzała na niego z nienawiścią. 
- Jesteś tego pewna? - zadrwił. - Mogę ich zabić kiedy chcę i jak chce - syknął. 
- Nie pomogę ci nigdy! - oddech dziewczyny znacznie przyspieszył. 
- Wszystko zależy od ciebie..
- Nigdy!
- Czyżby? - uśmiechnął się jadowicie i patrząc swoimi czerwonymi oczami w jej kierunku rzucił Avadą Kedavrą w kierunku obrazu, który był koło nich. 
Na początku znieruchomiała z wrażenia, ale po chwili zaczęła krzyczeć..

- Nie! - dyszała ciężko ledwo łapiąc oddech.
- Milagros już wszystko dobrze.
Rozglądała się dookoła. Koło niej klęczał wystraszony Draco, który głądził jej ramię. Uśmiechał się delikatnie radosnym uśmieszkiem widząc, że nic nie jest dziewczynie. 
- Słyszysz mnie?
Milagros rozglądała się dookoła jakby w poszukiwaniu ponownie tych czerwonych oczu i nie rozumiejąc jak to wszystko się mogło dziać pod wodą, czyżby straciła przytomność i kiedy ją odzyskała ten sen dziwny minął? - zastanawiała się. 
- Tak... Co się stało? - spojrzała na niego i przeniosła wzrok na jezioro. 
- Nie pamiętasz Kiedy Pansy cię zaatakowała musiałaś się poślizgnąć i wpaść do wody, straciłaś przytomność, nie wypływałaś z niej.. - patrzył na nią zdezorientowany. 
Ktoś podał chłopakowi ręcznik, który od razu zarzucił na dziewczynę. Była połowa września i pogoda była przyjemna, to jednak po wyjściu z nie aż tak ciepłej wody było trochę zimno. Severus obserwował dziewczynę i widział po niej, że coś jej zaprząta myśli i na pewno nie jest to, że przed tym jak odbiła zaklęcie wpadła do wody. Podejrzewał, że musiała coś się wydarzyć pod wodą. Zdawał sobie sprawę, że żyją w tym jeziorze różne stworzenia i możliwe, że dziewczyna przez krótki moment miała styczność z jakąś może nimfą wodną lub nawet z kałamarnicą.
- Zabierzcie ją do skrzydła szpitalnego. - machnął na jakiś najbliższych uczniów, którzy obserwowali tą całą sytuację. 

Pomogli dziewczynie wstać z desek poprawiając jej ręcznik na ramionach i skierowali się do zamku. Widział pewność w sobie od pierwszego dnia, gdy zawitała do szkoły, ale w tym momencie widział zagubienie i niezrozumienie jak i szukanie odpowiedzi do jakiś pytań, które musiały pojawiać się co chwila w jej głowie. Zastanawiał się nad tym co zobaczyła, albo co nie chciała zobaczyć, a jej oczom to się ukazało. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz